Lornetki za lisy

Fundacja Ochrony Głuszca nagrodziła myśliwych z okręgu bielskiego PZŁ, którzy strzelili najwięcej drapieżników w 2011 roku. W zorganizowanym przez FOG konkursie wzięło udział 20 kół łowieckich, których obwody są ostojami głuszców i jarząbków.

Myśliwi – to wiedzą wszyscy, którzy mają bezpośredni styk z polskim łowiectwem – od zawsze dbali o środowisko i chronili przyrodę. Często jednak te stałe, proekologiczne działania pozostają niedostrzegane. Rzadko też wysiłek na rzecz poprawy stanu siedlisk podejmują wspólnie organizacje ekologiczne i struktury PZŁ, co mogłoby być wielką wartością dla polskiej przyrody.

Ochronić ostoje
W wypadku Fundacji Ochrony Głuszca, powołanej do życia przez myśliwych zaangażowanych w czynną ochronę przyrody, taka współpraca to oczywistość. Dlatego w listopadzie 2010 roku, w porozumieniu z Zarządem Okręgowym PZŁ w Bielsku-Białej, ogłoszony został przez FOG konkurs dla myśliwych w Beskidzie Śląskim i Żywieckim, polegający na redukcji drapieżników na terenach występowania głuszców. Dwadzieścia kół łowieckich okręgu bielskiego, których obwody łowieckie pokrywają się lub sąsiadują z ostojami głuszców, przystąpiło od stycznia 2011 roku do rywalizacji polegającej na redukcji możliwie jak największej liczby drapieżników, przede wszystkim lisów.

Prezes beskidzkiej ORŁ Wojciech Strzałka od lat wspiera FOG,
między innymi 1 procentem ze swego PIT

Ten pilotażowy konkurs przeprowadzony został w Beskidzie Śląskim i Żywieckim nieprzypadkowo. Tereny te zasiedla prawdopodobnie największa obecnie w Polsce populacja głuszców na wolności. Właśnie tam – w Nadleśnictwie Wisła – działa również pionierska hodowla tych ptaków, prowadzona przez Lasy Państwowe, z której rokrocznie wypuszczane są na wolność kolejne osobniki.

Konkurs został zaś zorganizowany także po to, by dzięki poprawie ochrony ostoi głuszców na tym terenie można było – między innymi dzięki ofiarności tych wszystkich, którzy przekazali Fundacji Ochrony Głuszca 1 proc. swojego podatku PIT – wsiedlać kolejne osobniki z wiślańskiej hodowli.

Bez redukcji brak sukcesu
Co ważne, konkurs FOG spotkał się z żywym odzewem ze strony myśliwych. W większości kół uczestniczących w tej akcji najlepsi w redukowaniu drapieżników myśliwi pobili w 2011 roku swoje rekordy. Jak podkreślali członkowie zarządów żywieckich kół podczas uroczystego finału konkursu, który miał miejsce 17 lutego br. w siedzibie ZO PZŁ w Bielsku-Białej, akcja FOG rozwinęła szlachetną rywalizację między wieloma myśliwymi. Tylko sami finaliści naszego konkursu, a nagradzani byli najlepsi myśliwi z każdego spośród 20 kół, strzelili łącznie 193 lisy.

Dlatego Daniel Więzik, prezes FOG, podkreślał, że aktywna postawa beskidzkich myśliwych silnie wspiera czynną ochronę kuraków.

Pani prezes Delta Optical Honorata Matosek oraz prezes FOG Daniel Więzik wręczają główną nagrodę Wojciechowi Kaczmarzykowi, który strzelił najwięcej drapieżników w Beskidach

– Cieszmy się, że nasza akcja spotkała się z zainteresowaniem myśliwych – mówił prezes Więzik do zebranych w siedzibie ZO PZŁ. – Liczymy, że nie ustaniecie w staraniach na rzecz redukcji drapieżników. Bez tego nie powiedzie się akcja introdukcji głuszców, którą od lat prowadzi Nadleśnictwo Wisła – dodał.
Potwierdza to także zastępca nadleśniczego Zenon Rzońca z Wisły. Redukcja drapieżników to, jego zdaniem, sedno działań, które pozwolą, by w ostojach głuszców notować wreszcie sukcesy lęgowe, a nie tylko wykazywać obecność osobników z wiślańskiej hodowli. Na dowód ścisłej zależności tych czynników Zenon Rzońca podaje przykład badania przeprowadzonego w wiślańskich ostojach. W 2008 roku aż 95 proc. wystawianych tam makiet kur głuszca zostało zaatakowanych przez drapieżniki. W roku 2011 tylko 55 proc. makiet nosiło ślady podobnego ataku. – Dzięki ograniczaniu liczby drapieżników widzimy wreszcie w Beskidach kury z młodymi, a to największy sukces reintrodukcji – mówi inż. Rzońca.

Młodzi na czele
Podczas finału w Bielsku-Białej można było zauważyć jeszcze jeden krzepiący fakt. Wśród wyróżnionych dominowali młodzi myśliwi. Przykładowo – Wojciech Kaczmarzyk, zwycięzca konkursu, który strzelił 17 lisów, 4 kuny i 3 borsuki, myśliwym jest dopiero od dwóch lat. Należy do koła „Olza” z Istebnej.
Krótki, bo zaledwie trzyletni, staż łowiecki ma też Łukasz Szturc z koła „Jarząbek” z Wisły. Z dubeltówki kaliber 16 strzelił 10 lisów, 5 kun i borsuka. – Widać, że koledzy rozumieją, że do naszych zadań należy przede wszystkim ochrona przyrody, a swoim przykładem, daj Boże, pociągniecie następnych – mówił Daniel Więzik.

Właśnie ci młodzi myśliwi obdarowani zostali lornetkami, które ufundował sponsor konkursu, firma Delta Optical, producent bardzo cenionej wśród myśliwych optyki. Triumfator, Wojciech Kaczmarzyk, otrzymał lornetkę o parametrach 8 × 50, 19 pozostałych wyróżnionych – lornetki 7 × 50.

Wspomnienia dawnych łowów
Po wręczeniu nagród nie obyło się, oczywiście, bez myśliwskich rozmów. Laureaci ujawniali m.in., jak i z jakim sprzętem polują. – Na drapieżniki poluję wszystkimi dozwolonymi metodami: z zasiadki, przy nęcisku i na wab – powiedział Wojciech Kaczmarzyk. – Strzelam ze sztucera w kalibrze .223 Remington.
Po dubeltówkę dwunastkę albo sztucer kalibru 7 × 64 sięga z kolei Michał Podkulski ze „Żbika” z Żywca. W tym sezonie strzelił 15 lisów i dwie kuny.

– Akcja FOG dowodzi niezbicie, że myśliwi dbają również o tę zwierzynę, na którą już nigdy nie będą polować – mówił podczas uroczystości.

Zwycięzcy konkursu z 20 beskidzkich kół łowieckich biorących udział w zorganizowanym przez FOG programie ochrony ostoi głuszców

Tym cenniejsze są wspomnienia dawnych łowów.
– 29 kwietnia 1974 r. mój ojciec wybrał się na toki – wspominał Michał Podkulski. – Grało 6 kogutów. Jednego z nich, o wadze 5,25 kg i imponującym wachlarzu, udało się ojcu strzelić. Odstrzał na głuszca stanowił wtedy wielkie wyróżnienie – plan łowiecki „Kuny” z Żywca zakładał bowiem pozyskanie tylko 2 kogutów.

Obowiązywała wówczas niepisana zasada, że myśliwy mógł w swoim życiu upolować tylko jednego koguta. Wojciech Strzałka, prezes Beskidzkiej Okręgowej Rady Łowieckiej tego jedynego głuszca strzelił wiosną 1988 roku.

– Po raz pierwszy odstrzał dostałem rok wcześniej – opowiadał. – W 1987 roku warunki były jednak niekorzystne: śnieg chrzęścił pod stopami, a rwące wiosenne potoki zagłuszały odgłosy tokowiska. Poszczęściło mi się w następnym sezonie. Za czwartym razem podeszliśmy dwa tokujące koguty. Grały po przeciwnych stronach zrębu. Strzelałem z dystansu 40 metrów, niemal w ostatniej chwili, bo już świtało. Tak zrealizowałem jedno z moich największych łowieckich marzeń.

Głuszce wracają
Podejmowane od lat starania Nadleśnictwa w Wiśle, a także takie akcje, jak konkurs FOG przynoszą – co najważniejsze – efekty. Głuszce są widoczne w łowiskach, co zgodnie potwierdzają myśliwi z beskidzkich kół.

– Kiedyś, idąc na polowanie, zobaczyłem pięknego koguta startującego z pnia – opowiadał Wojciech Kaczmarzyk z koła z Istebnej. – To nieoczekiwane spotkanie dało mi wiele satysfakcji.

– Głuszce widziałem już trzykrotnie – przyznał z kolei Łukasz Szturc z Koła Łowieckiego „Jarząbek” z Wisły – zawsze w rejonie Baraniej Góry. Były czujne i zrywały się wcześnie. Słyszałem łopot potężnych skrzydeł, serce biło mi mocniej. Niezapomniane chwile!

Bartosz Marzec / fot. Tomasz Żyrek

    • ©Fundacja Ochrony Głuszca 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter