Głuszce i cietrzewie w sieci :-(

W świetle obowiązujących przepisów każdy, kto tylko ma ochotę, może sobie kupić głuszca lub cietrzewia. 

Wystarczy, że ptak będzie miał obrączkę i odpowiedni dokument potwierdzający jego urodzenie w niewoli oraz zostanie zarejestrowany w starostwie powiatowym właściwym dla miejsca zamieszkania właściciela.

Czytając wpisy na forach, nie sposób nie odnieść wrażenia, że właścicielami takich zwierząt nie zawsze stają się osoby odpowiednie, a czasem wręcz nieodpowiedzialne, które posiadanie ptaka gatunku podlegającego u nas ścisłej ochronie traktują wyraźnie hobbystycznie, a ewentualne „upadki” przypisują wyłącznie czynnikom obiektywnym. Jaką wiedzą dysponują wybrani przeze mnie „pasjonaci”, niech świadczą konkretne przykłady:

(06.09.2007) Dorosłe głuszce są wielkości indyka… W okresie godowym samiec rozkłada piękny ogon, skrzydła i pieje. Myśliwi nazywają to szlifowaniem. Podczas tego rytuału ptak głuchnie na kilka sekund. Stąd też jego nazwa.

źródło: jedna z codziennych gazet na Śląsku

Polowanie na głuszce jest obecnie jednym z najrzadziej wykonywanych w Polsce. Łączy się to z niewielką liczbą tego gatunku w naszym kraju i związanym z tym małym planem odstrzału, nieprzekraczającym kilkudziesięciu kogutów rocznie. Plan ten zresztą nie jest zwykle realizowany. W związku z tym tylko niewielu myśliwych może się poszczycić posiadaniem rzadkiego, a upragnionego.

wypowiedź administratora blogu przyrodniczego
na temat „Polowanie na głuszce” ze stycznia 2008 r.

…można te ptaki nabyć np. z Niemiec z papierami, ale co z tego. Papiery tu są niczym i nikt tych ptaków nie zarejestruje w naszym kraju…

…chciałbym hodować cietrzewie, ale muszę zdobyć trochę praktyki, żeby ich nie zmarnować…

…w 2004 roku odchowałem bardzo piękną samicę cietrzewia. Odchowana była z innymi bażantami i bezproblemowo. Kurka była tak oswojona, że siadała na ręce człowieka i pobierała pokarm z ręki. Na następny rok, 25 kwietnia, zaczęła nieść jaja. Zniosła 14, ale nie miałem koguta i były czyste. W Polsce z polskich hodowli nie miałem możliwości kupienia koguta, tylko z hodowli zachodnich. Dla tej kurki kupiłem cztery kogutki, ale żaden nie przyzwyczaił się do naszej karmy i warunków. Z tego, co zauważyłem, cietrzew nie mógł być w małej wolierze, w której przeprowadzałem kwarantannę. W kwarantannie nie pobierał pokarmu, tylko kukurydzę. Przyczyna mogła być taka, że poprzedni właściciel karmił je inną karmą. Starsze koguty są bardzo wrażliwe na karmy i stres. Po wypuszczeniu z kartonu wyzionęły ducha…

…miałem samca cietrzewia, co przez 2 tygodnie swojego życia jadł tylko kukurydzę i nigdy nie widział zielonego u poprzedniego właściciela – hodowcy.

wypowiedzi na forum ornitologicznym
na temat rozmnażania cietrzewi i głuszców

Po takich wypowiedziach trudno się nadziwić i zaakceptować tak niski poziom wiedzy, ale przede wszystkim brak szacunku dla ginących gatunków. Myśliwi, choć postrzegani w społeczeństwie jako ci, co strzelają do zwierząt, dają przykłady działań zmierzających do zachowania zagrożonych gatunków. Nikt z nas przecież nie eksperymentuje na gatunkach zagrożonych. Sprowadzanie głuszców i cietrzewi z zagranicy tylko w celu zaspokajania swoich ambicjonalnych, płytkich i krótkowzrocznych potrzeb bije w przyrodników, którzy walczą o każdego osobnika. Niewiele kosztuje, jak piszą internauci, więc w razie upadku strata hodowcy nie jest duża.

Przykłady, jakimi dzielą się między sobą „hodowcy” wraz z całą masą porad, w sytuacji, kiedy z powodu braku podstawowej wiedzy ginie zwierzę, jest działaniem na przekór zdrowemu rozsądkowi, nawet jeśli w majestacie prawa. Skazujące wyroki sądów powszechnych dla sprawców zabicia prawem chronionego zwierzęcia są ogłaszane za rzadko – wystarczy przypomnieć niedawny proces wytoczony turystom za zabicie niedźwiadka w Tatrzańskim Parku Narodowym. Jak wobec tego względem prawa ma się odpowiedzialność hodowców rzadkich gatunków, którym z różnych powodów, delikatnie rzecz ujmując, hodowla się nie powiedzie?

Z moich osobistych doświadczeń z różnymi gatunkami zwierząt, a było ich w moim życiu całkiem sporo, przypominam sobie historię żółwia czerwonolicego, którego kupiłem synowi wiele lat temu. Starałem się zapewnić zwierzęciu jak najlepsze warunki: przez cały czas podawałem karmę z najlepszych sklepów zoologicznych, urozmaicaną o skrobane mięso wołowe (z powodu którego konieczne było rygorystyczne przestrzeganie terminów zmieniania wody). Gdy po kilku latach zdecydowałem oddać zwierzę pod dalszą opiekę do ogrodu zoologicznego, bo nie sposób było kupować coraz to większego terrarium, już na miejscu opiekunka pawilonu płazów i gadów stwierdziła u naszego ulubieńca… krzywicę. Do głowy by mi nie przyszło, że żółw może mieć krzywicę. Zaaplikowana seria zastrzyków i odpowiednia kwarantanna przywróciły mu zdrowie.

Dziś włosy mi się jeżą na głowie, kiedy pomyślę, na jakie cierpienie narażają swoje zwierzęta domorośli hodowcy czy tylko przypadkowi, nierzadko ulegający modzie posiadania egzotycznego zwierzaka. W domach wciąż pojawiają się nowe, nierzadko egzotyczne gatunki gadów, płazów i ssaków. Ile z nich nie przeżyje z powodu nieodpowiedniej diety lub warunków, których nie jest w stanie zapewnić im właściciel? Nie musi to wcale wynikać z braku chęci, ale z niedoskonałości wiedzy, z luki edukacyjnej. Prawo daje możliwość legalnego posiadania rzadkich gatunków, czy oznacza to, że spełniając warunki, mógłbym bezkarnie trzymać sobie słonia…?

Ponieważ jednak los zwierząt polskiej przyrody, których lista gatunków chronionych nie należy może do najdłuższych, leży mi głęboko na sercu, będę reagował sprzeciwem na prawem niezabronioną agresję zarówno wobec całej populacji, jak i pojedynczych jej osobników. I nie jest ważne, czy głuszec lub cietrzew wykluł się w Szwecji czy w Niemczech. Przywieziony legalnie, z odpowiednim paszportem, powinien podlegać w naszym kraju przepisom takim, jakie obowiązują tu dla jego całej populacji. Zgadzam się na ogrody zoologiczne, zatrudniające wykwalifikowaną kadrę opiekunów, ale na amatorskie hodowle, w których królewskiego głuszca można podziwiać w kurnikach lub bażantarniach, stanowczo protestuję. Bo jak wytłumaczę przyszłym wnukom sens chronienia ostoi cietrzewia, skoro mogę usłyszeć informację, że przecież u sąsiada Władka cietrzewie jedzą kukurydzę z koryta razem kurami…?

Andrzej Wierzbieniec

    • ©Fundacja Ochrony Głuszca 2013
    • projekt - Unia Interactive

    Facebook

    Twitter